Za kulisami mody - w pracowni Bohoboco

Zaglądamy do atelier i showroomów polskich projektantów, żeby przekonać się, czy są równie stylowe jak ubrania, które w nich powstają. I co wnętrza mówią o swoich właścicielach. Na pierwszy ogień idzie duet Bohoboco i jego całe imperium w jednym lofcie w centrum.

Reklama
Za kulisami mody - w pracowni Bohoboco Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach, czyli duet Bohoboco / fot. Monika Motor
Reklama

Nie przywiązują się do przedmiotów ani miejsc. Pracownię zmieniali już trzy razy. Za każdym razem na większą. Bo przeprowadzki są konsekwencją sukcesu marki Bohoboco. Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach zaczynali, jak mówią, w mediolańskim stylu – od maleńkiej pracowni w suterenie, potem było „paryskie” atelier w starej kamienicy w Śródmieściu, teraz mają 450 metrów kwadratowych loftu
w stylu nowojorskim (choć zajmuje pół parteru jednego z apartamentowców w centrum Warszawy).  Zmieścili tu showroom, sklep internetowy, magazyn materiałów, biuro i pracownię. Dziś zaczyna już brakować miejsca. Zwłaszcza kiedy wre praca przed pokazami. Tak jak w swoich kolekcjach, również w siedzibie marki wszystko zaprojektowali sami. Tradycyjnie – eklektycznie, ale prosto i funkcjonalnie, bez ekstrawagancji i zbędnych wodotrysków (choć znalazło się miejsce dla akwarium ze złotymi rybkami). „Przestrzeń powinna wyzwalać moce twórcze, a nie bałamucić ozdobami i dekoncentrować”, tłumaczy Kamil.  Ściany gabinetu projektantów nie są jednak gołe. „Lubię te czarno-białe fotografie Nowego Jorku”, mówi Michał. „Ale tak poważnie”, dodaje ze śmiechem, „dobrze cały czas mieć na oku cel”. A to, że Bohoboco mierzy w NYC, jest tajemnicą poliszynela. Ciekawe, czy w amerykańskim biurze powieszą fotki z Warszawy?

Reklama

Polecane wideo

Reklama

Zobacz galerię - 8 zdjęć

Reklama

Podobne tematy

Skomentuj
Reklama