Jak być kobietą sukcesu? Rozmawiamy z Pauliną Smaszcz-Kurzajewską

A przy tym być po prostu szczęśliwą

Jak być kobietą sukcesu? Rozmawiamy z Pauliną Smaszcz-Kurzajewską źródło: Instagram.com/paulinasmaszcz

Doskonale znacie ją z małych ekranów, choć dziś z telewizją związana jest przede wszystkim od środka. Od kilku lat odnosi bowiem sukcesy jako dyrektor PR-u i komunikacji platformy nc+. A że jest wulkanem energii, jednocześnie robi doktorat na warszawskim Uniwersytecie SWPS oraz jest trenerem i mówcą motywacyjnym. Nie tylko organizuje własne szkolenia, ale i jest mentorką warsztatów Harper's Bazaar Women@Work. Prywatnie – niesamowita kobieta, która zachwyca nie tylko promiennym wyglądem, ale i ciepłem i serdecznością. Poznajcie bliżej Paulinę Smaszcz-Kurzajewską

 

Magdalena Zawadzka: Zawsze jesteś uśmiechnięta i pełna energii. Jak to robisz?

Paulina Smaszcz-Kurzajewska: To dobre pytanie! Myślę, że to wynika z tego, że bardzo cenię życie. I to, co przyniósł mi los.Nie można narzekać. Ludzie bywają naprawdę chorzy, tracą najbliższych. Trzeba umieć doceniać to, co się ma.

 

Jaki jest Twój przepis na sukces?

Ja myślę, że dla każdego sukces oznacza co innego...

 

Ty czujesz się kobietą sukcesu?

Tak. Sukcesem jest dla mnie moje dwudziestoparoletnie małżeństwo, i to że mam wyjątkowe dzieci. Jeśli chodzi o kwestie zawodowe, to były wzloty i upadki. Ale wszystko to nauczyło mnie, że bez względu na to, co się dzieje, zawsze mogę liczyć na moją wiedzę i doświadczenie. Dlatego cały czas się rozwijam. I choć ludzie zauważyli, że pracuję, dopiero kiedy zostałam rzecznikiem Canal +, ja robię to od 25 lat, i to w dużych korporacjach. Dziś cieszę się, że ludzie w moim zespole rozwijają skrzydła. Nawet jeśli po jakimś czasie odchodzą do innej firmy. Życzę im jak najlepiej, a oni to wiedzą. I to jest dla mnie sukces.

 

Power dressing – styl kobiet sukcesu najsilniejszym trendem sezonu

 

To nie jest chyba zbyt częste podejście w dzisiejszych czasach... Jeden człowiek ma robić wiele rzeczy na raz i niewiele czasu pozostaje mu na normalne życie. A Tobie się to udaje.

I uczę też tego innych. Podkreślam, że nie mogą być kreatywni przez 10 godzin. Mają odpoczywać, mieć swoje pasje, nie mogą żyć tylko pracą. Uważam, że we wszystkim powinna być równowaga.

 

Wyznajesz zasadę work & balance?

To mnie rozśmieszyłaś. Co Ty! Ja mam w sobie turbosprężarkę. Cały czas jestem w biegu.

 

Ale nie masz zadyszki?

Bo ja kocham żyć. Urodziłam się z apetytem na życie, z głodem na ludzi. Dlatego cały czas biegnę. Doskonale jednak potrafię oddzielić pracę od przyjemności. I na przykład, kiedy ktoś chce się ze mną umówić na spotkanie, od razu pytam czy prywatnie czy służbowo. Jeśli ma sprawę, wolę porozmawiać przez telefon. Szkoda mi czasu na spotkanie. Ludzie tego nie lubią. A tym bardziej kiedy im się odmawia. Ale trzeba cenić swoją energię. Mówi się, że nie warto przepływać morza dla kogoś, kto dla ciebie nie jest w stanie przeskoczyć kałuży. I to jest prawda. Ja musiałam się tego dopiero nauczyć.

 

Jak to robisz, że jesteś asertywna, a jednocześnie miła?

Ludzie często mają z tym problem, ale to kwestia uszeregowania swoich wartości i priorytetów. Na moich warsztatach uczę, że warto odpowiedzieć sobie na pytania: kim jestem, dokąd zmierzam, kogo potrzebuję, kto jest dla mnie ważny... Znając odpowiedzi, nigdy nie będziemy już mieć dylematu. Kobiety często mają też w sobie wewnętrznego krytyka, który powoduje że miewają kompleksy i nie pozwala im się rozwinąć. Podpowiada, że za mało umieją, że nie zasługują na podwyżkę. Kiedy przyjmuje ludzi do pracy, pierwsze pytanie, jakie słyszę od kobiet brzmi: „pani Paulino, czy uważa pani, że dam sobie radę?”. A o co pytają mężczyźni? „Ile będę zarabiał”. I to jest ta różnica.

 

Czy strój dodaje pewności siebie?

No pewnie! Wygląd jest bardzo ważny. W końcu nigdy nie masz drugiej szansy, by zrobić pierwsze wrażenie. To, jak ktoś wygląda, powoduje, że albo chcesz z nim dalej rozmawiać, albo nie. I nie chodzi tylko o ubrania, liczy się to, czy jesteś uśmiechnięta, komunikatywna, pewna siebie. Strój tylko w tym pomaga. Ja długo błądziłam. Aż doszłam do momentu, a miałam wtedy 41 lat, że odnalazłam własną drogę. Zrozumiałam co mi się naprawdę podoba, a co nie.

 

Krata i pazur!!!! Zamówiony!!! Mój!!! @mmcstudiodesign @ilona_majer @rmichalak

A post shared by Paulina Smaszcz-Kurzajewska (@paulinasmaszcz) on Oct 8, 2017 at 11:46pm PDT

 

Myślisz, że 40-stka to rzeczywiście jest taki magiczny moment w życiu kobiety?

U niektórych to może być 37 lat, u innych 45. Ale połowa biegu życia to jest taki moment, że retrospektywnie możesz spojrzeć na siebie – co osiągnęłam, gdzie jestem, co zagubiłam po drodze, co mi się nie udało. Możesz też spojrzeć perspektywicznie – co chcę osiągnąć, jaka chcę być. W końcu druga połowa życia jeszcze przed tobą.

 

Podobno symbolem takich przełomowych momentów w twoim życiu są tatuaże...

To prawda. Ostatni zrobiłam sobie, gdy mój starszy syn Franek wyjechał na studia do Izraela. Na nodze wytatuowane mam po hebrajsku słowa „moja miłość”.

 

To ile masz tych tatuaży?

No nie wiem, dużo. Na pewno nie tyle co Agnieszka Chylińska. Chyba 11.

 

Wracając jeszcze na chwilę do stroju. Co zakładasz, gdy masz trudny dzień, ważne spotkanie?

Uwielbiam sukienki! Dopasowane w pasie, kolorowe. Oczywiście mam też mnóstwo czarnych, ale uważam, że przy ciągłej szarudze, jaka panuje w Polsce, kolor dobrze robi. Noszę kolorowe płaszcze w różnych odcieniach. Buty na obcasie. No i czerwoną szminkę. To właśnie w tym czuję się najlepiej. W mojej szafie jest też bardzo dużo garniturów. Kobieta w garniturze zawsze robi dobre wrażenie biznesowe. Choć oczywiście wcale nie musi się tak ubierać. Wśród kobiet często panuje przekonanie, że jak ubiorą się po męsku, będą surowe i zdystansowane, będą lepiej postrzegane, ale to nieprawda.  Z badań wynika że kompetencje miękkie kobiet w biznesie bardzo się liczą. Kobiety potrafią stłumić emocje, rozwiązywać konflikty, albo zarządzać projektami przy małych budżetach.
Ja noszę sukienki i szpilki, a od swoich szefów słyszę, że mam większe jaja niż faceci. Potrafię podjąć decyzję, zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań, odnaleźć się w sytuacji kryzysowej. Wymagam od innych, ale i wymagam od siebie.

 

Ranek jest zawsze trudny. Oczka małe, ale dzisiaj szarość i deszcz zabijam cytrynąDo pracy. Huraaaa!!! #mylovlyjewellery @10decoart

A post shared by Paulina Smaszcz-Kurzajewska (@paulinasmaszcz) on Nov 29, 2017 at 12:05am PST

Trzy razy w tygodniu chodzę do fryzjera. Trzy razy w tygodniu maluję paznokcie. Już o 7 rano, bo w pracy zaczynam spotkania o 9.00. Muszę być więc przygotowana. Kiedy źle się czuję sama ze sobą, wiem, że będzie mi trudno negocjować, prowadzić rozmowę. Muszę być przekonana, że jestem perfekcyjnie przygotowana. W końcu mam poznańską duszę. Ordnung must sein.

 

No właśnie, słyniesz z doskonałej organizacji.

Podstawa to świetnie zorganizowany kalendarz. Ja zapisuję w nim wszystkie spotkania, godzina po godzinie. Plus notatnik. Nie ruszasz się z domu, gdy nie masz go przy sobie. Zapisujesz w nim wszystko – myśli, zdarzenia, ale też to, co ci w duszy gra. Oprócz niego w torebce (czarnej Chanel z frędzlami) mam też pióro, portfel (Prady), piórnik z ołówkami i kolorowymi flamastrami, wizytówki, tabletki na ból głowy, perfumy – całe życie te same – letnie zapachy Escady, gumy do żucia (wyłącznie cynamonowe, które przywożę w kosmicznych ilościach ze Stanów), zakładkę do książki. No i kosmetyczkę.

 

A co w niej?

Obowiązkowo czerwona pomadka, puder matujący, róż, błyszczyki, tusz do rzęs, tabletki na migrenę, tabletki na bolący brzuch, kredka do brwi, pędzelek i... kolejna czerwona pomadka.

 

Tak pięknie maluje nocą @eyecona Ona wie jak poprawić mi humor

A post shared by Paulina Smaszcz-Kurzajewska (@paulinasmaszcz) on Oct 19, 2017 at 1:02pm PDT

 

 

Podczas naszych warsztatów Women@Work uczysz nie tylko autoprezentacji, ale i właściwej komunikacji. Dlaczego jest taka ważna i jakie błędy najczęściej popełniamy?

Mówimy skomplikowanymi zdaniami. Nie robimy sobie notatek. A jeżeli idziesz na spotkanie, nie masz zapisków, nie znasz osoby do której przychodzisz, to wtedy w biznesie nie masz szansy na sukces. Dlatego osobom, które szkole podpowiadam, że warto zapisywać, co wiemy o innych ludziach – jaką mają sytuację rodzinną, czy borykają się z jakimś problemem. Kiedy widzimy się z nimi ponownie, warto wrócić do tego, zapytać, jak sobie poradzili, jak czuje się dziecko etc. W ten sposób pokazujemy, że są dla nas ważni. W biznesie często o tym zapominamy. Od razu zaczynamy od twardych negocjacji. To błąd. Komunikacja miękka sprawia, że negocjuje się łatwiej.

 

To brzmi też jak sekret udanego małżeństwa? Jaka jest Twoja recepta?

To też ciężka praca. Najważniejsze jednak jest to, by drugiej osoby nie przeciągać na swoją stronę. Kochać ją taką, jaka jest, a nie taką, jak byśmy chcieli ją mieć. Trzeba uszanować to, że ktoś może mieć odmienne zdanie.

 

Tylko nie wiadomo wtedy, czy jechać w góry czy nad morze?

To niech on jedzie w góry, a ty nad morze. W końcu spędzacie czas razem w domu. Ja kocham słońce, morze i piasek, Maciek – zimę, śnieg i skoki. Ale to nie znaczy, że jedno ma przeciągać drugie na swoją stronę. A ludzie mają taką tendencję – chcemy kogoś zmienić tak, by nam to pasowało. Udowodnić, że mamy rację. A wcale nie musi tak być. A kiedy zdarza się kryzys, robię sobie zieloną herbatę, siadam i przypominam sobie, dlaczego wybrałam tego mężczyznę – co mnie w nim zafascynowało, dlaczego go tak bardzo pokochałam. Od razu mi lepiej! Uważam, że kłótnia wcale nie świadczy o braku miłości. Nie kochasz go, jeśli jest ci obojętny.

 

Jak dbasz o sylwetkę?

Moja dietetyczka, Agnieszka Milczarek, która prowadzi biobistro.pl, powiedziała mi kiedyś, „no wiesz, po czterdziestce to już sobie nie podjemy”. Wzięłam to sobie do serca. Zweryfikowałam dietę i jem tylko 1200 kalorii dziennie Ponieważ jestem migrenowcem, musiałam wyeliminować czerwone wino, czekoladę, orzechy, winogrona i nabiał. Nie jem niczego smażonego ani nic z puszek. Unikam cukru i słodyczy. Pozwalam sobie na nie raz w tygodniu, w sobotę. Przeważnie jem wtedy bezę – kocham bezę z serkiem mascarpone! Podjadam wtedy łakocie razem z moim młodszym synem Julkiem, który uwielbia eklerki.

 

Podobno, gdy już wszyscy pójdą spać, ty czytasz pod kołdrą?

Tak! Mam nawet taką latarkę na głowę – jest przeznaczona do biegania, ale u mnie sprawdza się w nowej roli. To bardzo wygodne. Teraz jestem pod wrażeniem książki Camili Läckberg „Czarownica”. Lubię Erica-Emmanuela Schmitta, Remigiusza Mroza. A także książki publicystyczne Filipa Springera o małych miejscowościach – to zmienia perspektywę. Uwielbiam książki socjologiczne. O życiu tu i teraz, bo w takie życie wierzę. To dla mnie wartość. Nie zastanawiam się za bardzo, co będzie za 40 lat. Nie uzależniam własnego szczęścia od tego, czy uda mi się osiągnąć cel, już sama droga powinna dawać satysfakcję. Zresztą czasem smutek też jest potrzebny. To normalne, że zdarza się gorszy dzień. Nie jestem zwolenniczką mantr powtarzanych przez coachów – jesteś sukcesem, możesz więcej, dasz radę, do przodu! Czasem trzeba odpocząć, popłakać, uwrażliwić się na świat. To stanowi o człowieczeństwie. To jak z porami roku – każda jest po coś.

Reklama

Polecane wideo

Zobacz galerię - 60 zdjęć

Podobne tematy

Skomentuj